nieLOT

www.gover.pl
Do mediów przeciekły nieoficjalne informacje dotyczące restrukturyzacji spółki LOT. Działania mają być drastyczne. Mówi się o redukcji zatrudnienia wśród personelu latającego nawet o 40% i obniżce pensji o 25%. Władze spółki i nadzorujący ją minister skarbu czekali biernie na rozwój wydarzeń do samego końca, wykazując się tym samym niekompetencją, brakiem analiz i długofalowych scenariuszy dla swojej firmy.

A miało być tak pięknie…

Nie tak dawno, bo w listopadzie ubiegłego roku, byliśmy świadkami medialnej szopki na lotnisku Okęcie. Z wielką pompą, przy obecności najwyższych państwowych dygnitarzy, witano pierwszy linowiec marzeń. Miał być nawet eskortowany przez myśliwce F-16, jednak z powodu złej pogody z tej atrakcji zrezygnowano. W medialnej szopce wzięła udział sama Pierwsza Dama Anna Komorowska. Boeing 787 Dreamliner - jeden z najnowocześniejszych samolotów pasażerskich dalekiego zasięgu, miał stanowić panaceum na problemy finasowe LOT-u. Nie wiadomo dokładnie kto wpadł na ten genialny pomysł ekonomiczny, że zakupienie nowych, bardzo drogich maszyn, w prosty sposób przełoży się na wzrost liczby pasażerów i finansowy zysk. Polskie Dreamlinery, podobnie jak inne maszyny tego typu, zostały uziemione przez amerykański Federalny Urząd ds. Lotnictwa (FAA) z powodu usterki akumulatora. LOT wykluczył Dreamlinery z siatki połączeń aż do października br. „Dream” o świetlanej przyszłości spółki PLL LOT prysł jak bańka mydlana.



Reanimacja trupa

Sytuacja finansowa spółki PLL LOT od dawna nie była ciekawa. Ubiegły rok zamknięto finansową stratą, szacowaną na kwotę ponad 200 mln PLN. Mimo tego, o problemach spółki nikt nie mówił, a wszyscy zainteresowani robili dobrą minę do złej gry. W grudniu ubiegłego roku, rząd łamiąc unijną klauzulę standstill, która zakazuje wypłacania pomocy publicznej, zanim nie zatwierdzi jej Komisja Europejska, podjął decyzję o pomocy finansowej dla LOT-u w wysokości 400 mln zł. Docelowo państwo miałoby udzielić spółce pomocy w wysokości 1 mld zł. Pompowanie olbrzymich, państwowych pieniędzy w źle prosperującą i niezrestrukturyzowaną firmę, to ekonomiczny absurd. Rząd tłumaczy go potrzebą ratowania narodowego przewoźnika i wskazuje analogiczne sytuacje w wielu innych krajach. Faktem jest, że branża lotnicza na świecie przeżywa kryzys i takie linie jak np. portugalskie TAP, austryjackie Austrian Airlines, czy skandynawskie SAS mają olbrzymie problemy, jednak wraz z państwową pomocą realizowane są w nich głębokie reformy. Nie wszystkie firmy lotnicze przeżywają jednak kryzys. Tam gdzie odpowiednio wcześnie przeprowadzono reformy i wdrożono nowoczesne modele biznesowe, mimo kryzysu - nie widać stanu zapaści. Nieźle mają się tacy przewoźnicy jak Lufthansa, Ryanair czy WizzAir. Tam jednak obowiązywało myślenie biznesowe i realna ocena rynku.

LOT na miarę naszych możliwości


Kłopoty PLL LOT nie są wyłącznie przyczyną światowego kryzysu w branży lotniczej. Państwowa spółka przez lata trzymana była w szklanej, biznesowej bańce. Tak jak we wszystkich spółkach skarbu państwa, stanowisko prezesa firmy, traktowane jest jako polityczny laur, nagroda dla partyjnych kolegów. W tej sytuacji trudno oczekiwać kompetencji i odpowiedzialności. Dotyczy to także rady nadzorczej i zarządu spółki, które przez ostanie lata nie wywiązały się ze swoich statutowych zadań, zachowując się tak, jakby w ogóle nie znały sytuacji swojej firmy.

Teraz gdy wiadomo, że wszystko się posypało, rządowi eksperci opracowują „plan ratunkowy”, a i sam premier Tusk grzmi – „restrukturyzacja albo śmierć”. Najbardziej realnym scenariuszem jest sprzedaż spółki, jednak chętnych do jej kupna za bardzo nie widać. Ponadto na przeszkodzie stoją regulacje prawne, które nie pozwalają na sprzedaż większościowego pakietu akcji - i tu wymagana jest zmiana ustawowa. Czeka nas więc zapewne długa i mętna przeprawa parlamentarna, być może kolejny nowy prezes, nowa rada nadzorcza… itd., itd., i to wszystko oczywiście na koszt nas podatników. Na końcu i tak pewnie dojdziemy do wniosku, że… Lufthansą bliżej.
Trwa ładowanie komentarzy...